Dlaczego nie czekam na wiosnę ?

Jak to się stało, że przestałam czekać na swoją ulubioną "kiedyś" porę roku ?
Zima jest ospałą porą roku, każdy czeka na wiosnę, żeby obudziło się w nim życie, chęci do działania. We mnie budzi się jedynie strach. Dlaczego ?




 Długa, nieciekawa historia
Długo zastanawiałam się nad tym postem, ponieważ jest to sprawa prywatna ale tak często ktoś mnie pyta o tą chorobę, że sama postanowiłam w końcu o tym napisać.
Ludzie tak często narzekają jak bardzo są nieszczęśliwi, nie doceniają swojego zdrowia. Sama kiedyś martwiłam się bzdurami, ani razu nie pomyślałam, że mam zdrowie, którego inni nie mają. Że jestem szczęściarą, bo zdrowie jest najważniejsze.
Od dziecka byłam okazem zdrowia. Nawet złamana ręka czy skręcona kostka to coś co nigdy mnie nie dotyczyło. Żadne zapalenie płuc, oskrzeli. Zwykła grypa dotykała mnie raz do roku, czasami raz na 2lata. Gorączkę miałam może 4 razy w swoim 20letnim życiu.
Byłam wysportowaną osobą. Chodziłam na tańce w podstawówce, w gimnazjum trenowałam siatkówkę, jeździłam na zawody pływackie. 
Zupełnie osłabłam w liceum. Moja sytuacja znacznie się pogorszyła. Ale przejawiało się to raczej tylko tym,że kondycja mi trochę spadła. 
Byłam okazem zdrowia aż do 8 marca 2012roku.

Była ostatnia lekcja, około 20minut przed dzwonkiem, kiedy nagle poczułam ogromny ból w klatce piersiowej. Dotrwałam jednak do końca lekcji, byłam pewna,że to nic takiego. Z trudem doszłam do szatni, ubrałam się i poszłam z chłopakiem na dworzec. Robiliśmy w trakcie drogi kilka przerw. Byłam pewna, że po prostu mam jakiś skurcz, albo to stres - 1klasa liceum, wiadomo. Dopiero przy dworcu autobusowym doszło do mnie,że jest coś nie tak. Złapał mnie ogromny kaszel, czułam się jakbym miała zaraz wypluć płuca, czułam,że mam za dużo powietrza w klatce piersiowej. Kiedy dojechałam do domu powiedziałam babci,że nie mogę oddychać, że bardzo się źle czuje. Babcia wiedziała, że musimy natychmiast udać się do lekarza, bo byłam z tych osób, które unikają lekarzy jak ognia, przetrzymują każdy ból, więc jeśli teraz mówiłam otwarcie wiedziała, że jest źle. 
Przy lekarzu już z trudem potrafiłam się podnieść, osłuchując mnie nie słyszał kompletnie prawego płuca, ale że był to lekarz pierwszego kontaktu nie potrafił nic powiedzieć, tylko tyle, że być może jest to zapalenie opłucnej. Dał nam skierowanie do szpitala. Byłam przerażona, była to moja pierwsza wizyta w szpitalu. Napisałam szybko do przyjaciółki, która pocieszała mnie,że to na pewno stres, podadzą mi zastrzyk i będzie ok. W szpitalu przeżyłam horror. Polska służba zdrowia. Chodziłyśmy z babcią po nim około 4 godziny. Z jednego oddziału do drugiego, nikt nie miał czasu. W końcu usiadłam i powiedziałam,że dalej nie dam rady, że już nie mogę oddychać. Przyszła pielęgniarka, która bez żadnego badania, prześwietlenia stwierdziła, że mam się położyć na oddział z zapaleniem płuc. Przyjechał mój chłopak i razem z babcią zrobili awanturę, ja juz nie mogłam mówić. Zawieźli mnie na prześwietlenie. Potem z wynikiem poszłam do Pulmonologa, który czytając to kazał mi natychmiast usiąść. Był przerażony co ja tu jeszcze robię, jak mogłam tak długo chodzić. Bez pytania zadzwonił po karetkę i powiedział, ze natychmiast muszę być przetransportowana do Łodzi. Spojrzał na mnie i usłyszałam tylko tyle: "Boże dziewczyno, Ty masz pęknięte płuco. Jak to się stało?"... No właśnie nie wiem tego do dziś.
Przeszłam cholernie bolesny drenaż płuc. Po tygodniu mogłam wyjść do domu z małą blizną po drenażu. Nie będę opisywać jak wygląda ten drenaż, nie mogę, budzi to we mnie bardzo złe uczucia. Możecie sobie zobaczyć w internecie.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to,że zabiegu miałam niewładną prawą rękę. Byłam załamana, nie potrafiłam jej unieść, nic zrobić. Na szczęście wszystko było odwracalne po strasznych zastrzykach i około 8 tabletkach dziennie. Przez to do dziś nie potrafię ich połykać i raczej unikam jakichkolwiek leków. Na wypisie zostało napisane "samoistna odma prawostronna". Lekarz wytłumaczył,że mogła powstać przez jakiś nadmierny wysiłek. Uznałam,że może faktycznie. Pani z Wf dała nam ostatnio wycisk. Wróciłam do szkoły, obolała ale powoli doszłam do siebie.
Aż do kwietnia następnego roku... Tym razem myjąc zęby poczułam znowu ten cholerny ból. Była Wielkanoc. Usiadłam i płakałam. Pojechaliśmy na pogotowie. Znowu karetka, znowu Łódź.
Teraz lekarze uznali,że przy drugiej odmie sam drenaż nie pomoże. Przeszłam operacje nacięcia w 3 miejscach, zaatakowany kawałek płuca został wycięty. Po operacji znowu drenaż. Lekarz zapewnił,że po tej operacji nie ma szans, żeby odma wróciła, że w jego karierze nie słyszał o takim przypadku. Szczęśliwa wróciłam do domu, spokojna. Ale bardzo obolała. Operacja była strasznie bolesna. Miałam to szczęście, że chłopak był cały czas przy mnie, przyjaciele mnie odwiedzali. Dzięki nim to przetrwałam. 
Minął rok, odma nie wróciła. Byłam przeszczęśliwa, że mój koszmar minął. Aż do lutego tego roku kiedy oglądając telewizję znowu poczułam dziwny ból. Był mniejszy niż dwa poprzednie ale wiedziałam,że coś jest nie tak. Poszłam do lekarza, osłuchał mnie. Stwierdził,że panikuje, że wszystko jest okej, ze mam sobie kupić ziółka na uspokojenie, a nawet, że mi da skierowanie na prześwietlenie żebym się przekonała. Wynik był na drugi dzień, a ból dalej mi towarzyszył. Otwieram wynik i ..."niewielka odma w prawym płucu" ... Już nawet nie płakałam. Nie miałam siły.
Odma na szczęście okazała się mała, udało się bez operacji, wystarczyła tlenoterapia w szpitalu. Było to moje szczęście w nieszczęściu.

Taka jest właśnie moja nudna historia. Wiem,że jest to żaden problem w porównaniu osób chorych na chorobę nowotworową. Ale jest równie mocno uciążliwy. Ta choroba zmieniła moje życie o 180 stopni. Wiele rzeczy musiałam zmienić. Muszę żyć w inny sposób niż inni. Moi przyjaciele muszą dostosowywać tempo swojego życia do mojego. Nigdy nie pójdę z nimi pobiegać, skoczyć na bungee, ponurkować, nie będę siedzieć przy ognisku. Bo nie mogę. Nikt nie może palić przy mnie papierosów, muszę uciekać przed każdym zanieczyszczeniem powietrza, nie mogę dźwigać, nie mogę wykonywać wielu zawodów, nie mogę rodzić naturalnie, muszę unikać zmian ciśnienia, przemęczania się. Nie mogę żyć jak normalna 20-latka. Po 3 odmie mój wysiłek fizyczny przez pół roku miał być bardzo ograniczony. Maksymalnie mogłam podnieść coś o wadze 0,5kg. Nie mogłam więc iść nawet po cukier do sklepu.

Co dalej ?

W tym roku niestety dalej nie czekam na wiosnę. A nawet boję się bardziej niż kiedykolwiek. Niestety do tej pory nikt nie zna przyczyny. Badania genetyczne wykazały tylko to,że mam gen podatny na uszkodzenia płuc i niedobór alfa-1-antytrypsyny. Co ciekawe drugie badanie wykazało,że trypsyna jest w normie :-) Przede mną ciężkie leczenie, bo jeszcze nie znalazłam lekarza, który naprawdę znałby się na tym i dał inne zalecenia niż :
  • nie palić papierosów
  • zero sportu (z kolei ostatni kazał ćwiczyć na siłowni-POLSKA)
  • nie brać narkotyków
  • unikać zanieczyszczen
Cholera przestrzegam tego już 3lata i co dalej ? 
Na razie cieszę się latem i nie myślę jeszcze o wiośnie.

Nie stworzyłam tego postu, żeby ktoś się nade mną litował. Mam wspaniałych przyjaciół i chłopaka, którzy mega mnie wspierają. Zdali dla mnie najlepszy egzamin w życiu. Chciałam Wam tylko powiedzieć, żebyście szanowali zdrowie, bo nic nie jest Wam dane na zawsze. Jednego dnia może zmienić się wszystko, tak jak u mnie. Dbajcie o swoje zdrowie, ono jest najważniejsze zaufajcie mi ! Wszystko inne da się zmienić, to jest niezależne od nas.
Ps. Trzymajcie za mnie kciuki w poniedziałek :-)
Buziaki :-*



Julka Gąsior

4 komentarze:

  1. Julaaa bardzo wzruszający post! Życzę Ci dużo dużo zdrówka !

    OdpowiedzUsuń
  2. Julka dasz radę ! :) wystarczy wierzyć w siebie i dbać również :) ) A jeśli ma się jeszcze do tego wszystkiego bliskich na których zawsze można liczyć to zawsze będzie Ci lepiej ! Życzę dużo sił i zdrówka przede wszystkim ! :) Uwielbiam czytać posty z tego bloga zwłaszcza Twoje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak miło mi to czytać ! Bardzo dziękuje ! ❤️❤️❤️

      Usuń