Mr Bean Body Scrub



Cześć wiosno! Pogoda wyraźnie nas rozpieszcza, sprawia, że uśmiech nie znika z twarzy! U mnie jest bardzo podobnie, mimo wielu prywatnych spraw i choroby, która niestety dopadła także mnie i pomimo walki nie chce odpuścić. Uwielbiam wiosnę, to już takie małe lato, krok bliżej do wakacji. W związku z tym idealna pora na przygotowanie naszej skóry i ciała na bliższe spotkania z promieniami słonecznymi. Nie od dziś wiadomo, że w okresie zimy często o tym zapominamy, albo odkładamy na później. A to później właśnie nadeszło. Nadszedł ostatni dzwonek, a żeby do lata być przygotowanym w 100%. 





Na pierwszy ogień idzie peeling kawowy. Kawa... cóż, nie da się ukryć, że jest moją małą miłością i jednocześnie uzależnieniem. Biorąc więc pod uwagę moje zamiłowanie do jej zapachu od dawna marzyłam być posiadaczką peelingu, który nią pachnie. Mr Bean Body dodatkowo jest bardzo naturalny, złożony tylko z 6 składników:
  • kawy
  • organicznego, tłoczonego na zimno oleju kokosowego
  • soli himalajskiej
  • cukru Demerara
  • organicznego kakaa
  • witaminy E
Idealnie dobrane składniki mają za zadanie usunąć niedoskonałości skóry, poprawić karnację i pozostawić przy tym uczucie miękkiej i gładszej skóry. A ja tylko powiem tyle, że podpisuję się pod tym rękami i nogami!


Co oferuje producent? 

Kofeina stymuluje przepływ krwi, zmniejsza cellulit, egzemy, rozstępy, plamy starcze, żylaki i łuszczycę.
Olej kokosowy nawilża skórę.
Kakao i witamina E są bogate w antyoksydanty, które odżywiają i chronią skórę, odpowiadają za naprawę i regenerację komórek naskórka. 

Cukier Demerara i sól himalajska odpowiadają za złuszczenie naskórka, usuwając przy tym martwe komórki, trądzik, zaskórniki, wypryski i inne niedoskonałości. 

Przyznam szczerze, że ten punkt był decydujący, i sprawił, że naprawdę zapragnęłam posiadać ten peeling. Wiecie nie od dziś, że zmagam się z dużym problemem skóry, trądzikiem i licznymi niedoskonałościami. I wiecie co Wam powiem? Nie zawiodłam się! Pierwszy i jedyny produkt, który miałam przyjemność stosować sprawił, że zaczęłam jeszcze wierzyć, że to co dzieje się na mojej twarzy ustąpi, że da się z tym walczyć! Ba! udało się zwalczyć! Mimo, że po wielu próbach podchodziłam do kolejnych już bardzo sceptycznie, wiem, że do tego produktu wrócę na pewno! Każdy, kto zmaga się z trądzikiem, czy pozbył się go, ale nie na dobre, bo zostawił on po sobie niemiłą pamiątkę w postaci blizn powinien zaopatrzyć się w ten peeling kawowy, a na pewno się nie zawiedzie. 

Ja, jestem już na wyczerpaniu pierwszego opakowanie. Na całe ciało nałożyłam go tylko dwa razy, może dlatego, że nie potrzebowałam aż takiej regeneracji całego ciała, jak właśnie skóry twarzy, na którą nakładam peeling podczas KAŻDEJ kąpieli. Może też dlatego, że jedynym jego minusem jest ogromny bałagan w łazience. Mimo to zalety jednak wygrywają! Moja skóra nigdy jeszcze nie była tak nawilżona, tak jędrna. A ja tylko upewniłam się w przekonaniu, że to co naturalne ma większy wpływ, niż nie jeden kosmetyk, na który wydamy fortunę i który w swoim składzie ma całą tablicę pierwiastków chemicznych. Natura zawsze zwycięża i nigdy nie zawodzi!



Mimo, że cena jest odrobinę wygórowana (19,99 euro za opakowanie) osobiście uważam, że scrub ten jest jej warty!!! Producent proponuję także darmową wysyłkę z Australii, co daje mu jeszcze dodatkowego plusa! Zajrzycie koniecznie na: Mr Bean Body

W najbliższym czasie pojawi się jeszcze jeden post z serii jak przygotować skórę na lato, jednak na pierwszy plan pójdzie krem samoopalający od VITALIBERATA. Bądźcie czujni! 

Słonecznego Wtorku, kochani!

Dominika Kacala

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz