Przejmujesz się tym co powiedzą inni ?


Cześć kochani,
Chyba nie ma tygodnia żebym nie dostała od Was prośby abym napisała kolejny post o zmianie studiów. Co jakiś czas dostaję od Was również dużo komentarzy pod postami związanymi z "Kryzysem studenckim" oraz "Dlaczego zmieniłam studia i czy żałuję tej decyzji?". Bardzo mnie cieszy fakt, że nadal cieszą się zainteresowaniem. To co skłoniło mnie do napisania tego postu to fakt, że wiele osób pisze, że podziwia mnie za odwagę, że sami nienawidzą swoich studiów, ale strach nie pozwala im na tak dużą zmianę. Są również tacy, którzy boją się reakcji znajomych i rodziny. 
A jak to było u mnie ? Czy rzeczywiście jestem taka odważna ?



 CZASY LICEUM

Mogłabym powiedzieć, że odważna to byłam w momencie kiedy szłam na filologię, haha !
Nie chciałabym, żeby ktoś po moich postach pomyślał, że filologia to największe zło, bo tak nie jest. Filologia to po prostu NIE MOJA bajka ! Ale być może Twoja ! Więc jeśli marzysz o filologii od zawsze to nie rezygnuj dlatego, że ja piszę, że jest niefajnie. 
Wiecie dlaczego było niefajnie ?
Bo ja nigdy o tym nie marzyłam. Gdyby tak było to pewnie nie poszłabym w liceum na profil biologiczno-chemiczny tylko na językowy. Oczywiście profil nie zamyka nam możliwości zmiany, ale ja tą zmianę podjęłam dopiero w 3 liceum i bardzo na szybko. 
W gimnazjum już marzyłam o tym żeby być psychologiem albo pracować z dziećmi, szczególnie chorymi. Bardzo interesowała mnie praca mojej cioci, która skończyła pedagogikę specjalną i pracowała z młodzieżą opóźnioną w rozwoju. Nie zastanawiałam się wtedy nad pieniędzmi, nad tym czy jest praca. Po prostu widziałam siebie na tym miejscu i chciałam to robić.
Kiedy poznałam się z Dominiką to właściwie miałyśmy to samo marzenie, bo też chciała być psychologiem. Przez całe liceum kupowałyśmy książki związane z nowotworami, depresjami, uzależnieniami i wymieniałyśmy się między sobą. 
Pamiętam jak w liceum przyjechała pewna kobieta z mężczyzną i opowiadali o swojej pracy w ośrodku uzależnień. Jeśli dobrze pamiętam to było to spotkanie po prostu jako przestroga dla młodych ludzi, ale dla nas to było wielkie wydarzenie. Wyszłyśmy takie podekscytowane. Po zajęciach od razu usiadłyśmy do komputera i zaczęłyśmy szukać informacji o tym ośrodku, o tej kobiecie, o tym jakie ma wykształcenie, dosłownie wszystko ! Teraz jak o tym myślę to uważam, że to naprawdę była dla nas wielka pasja. Nas to naprawdę strasznie interesowało ! I właściwie interesuje do dziś !


NIEDŁUGO MATURA. TO GDZIE SKŁADASZ PAPIERY ?

Nawet nie chcę sobie przypominać reakcji wszystkich jeśli mówiłam, że idę na psychologię. 

- Psychologia ? A potem praca w biedronce
- Widziałaś jakie jest bezrobocie po psychologii ?
- Oj marzenia, marzeniami na przyszłość nie zarobisz ! Wiesz ile jest ludzi co robi coś czego nie lubi? Takie czasy

Miałam tylko 18lat więc dlaczego miałam spierać się ze starszymi, skoro "wiedzieli co jest lepsze".
Wtedy zaczął się dla nas wyścig z czasem, a najgorsze było to, że nawet przygotowanie do matury nie było takie jak być powinno, bo nam się nawet nie chciało starać. Dlaczego miałyśmy się uczyć skoro nie byłyśmy pewne co chcemy robić. Przez głowę przewijało nam się mnóstwo pomysłów. Może fizjoterapia ? Może pielęgniarstwo ? W końcu też można w tym zawodzie pomagać ludziom. 
Niestety mnie ograniczyła choroba, Dominika sama niekoniecznie chciała na to iść więc byłyśmy bez żadnych planów. Właściwie nawet nie wiem kiedy pojawiła się myśl o filologii. 
Pamiętam za to kiedyś lekcję geografii kiedy pani wspomniała, że języki są teraz bardzo opłacalne. Zażartowałam do Dominiki:
- Może filologia ? W sumie lubimy angielski, mi się podoba hiszpański.
- Ty chyba oszalałaś ?! Nawet mi się nie śni uczyć historii i tych wszystkich pierdół. Nigdy w życiu.

Skwitowała krótko i w sumie zaczęłyśmy się śmiać, bo była klasa maturalna a my naprawdę byłyśmy bez żadnych planów.
I przysięgam, że nie wiem jak to się stało, że złożyłyśmy papiery na filologię. Nawet nie zdawałyśmy rozszerzonego angielskiego, więc śmiało mogę stwierdzić, że faktycznie musiałyśmy być cholernie odważne. 
Wiem jedno, że nie poszłyśmy tam z pasji, z zainteresowań, tylko dlatego, że ranking pokazał nam, że to się opłaca, że można na tym zarobić i że jest praca.  
Jak teraz o tym myślę to nie potrafię racjonalnie tego wytłumaczyć dlaczego to zrobiłyśmy, ale jeśli 50 osób powie Ci, że masz czegoś nie robić, na dodatek starszych, bardziej doświadczonych to prawdopodobnie tego nie zrobisz.
O całym filologicznym życiu nie będę się rozpisywać, bo pisałam o tym wcześniej TUTAJ i TUTAJ
Dominika wytrwała i mam nadzieję, że zda licencjat najlepiej jak potrafi a ja zrezygnowałam i zmieniłam swoją decyzję już dwa razy, dlatego dziś chcę się skupić na tym czy było warto i czy bałam się co powie te 50 osób, które wcześniej odradzało mi moje plany.

ZMIANA A ODWAGA

Kompletnie nie uważam się za osobę odważną. Właściwie boję się każdej zmiany. Brzmi absurdalnie wiem, ale naprawdę chyba więcej jest rzeczy, których się boję niż nie boję. To co popchnęło mnie do zmiany to fakt, że oprócz tego, że nie jestem odważna to jeszcze jestem słaba psychiczna pod tym względem, że załamuje mnie jeśli tkwię w czymś co mnie unieszczęśliwia i w czym naprawdę się męczę. Nie jestem z tych osób, które będą zaciskać zęby i tkwić w czymś żeby komuś coś udowodnić. Nie będę kolegować się z kimś jeśli jego towarzystwo mi nie odpowiada. Nie będę robić tego na siłę byle ktoś się nie obraził i coś sobie o mnie nie pomyślał. Nie będę miła dla kogoś kto krzywdzi zwierzęta, bo nie wypada być niemiłym do osoby starszej od nas cokolwiek by nie robiła. Po prostu mam takie poczucie, że nie lubię robić czegoś wbrew sobie. I tak jest ze wszystkim. 
Nie podobało nam się z chłopakiem życie w Katowicach to podjęliśmy decyzję o wyprowadzce w tydzień. Dlaczego mamy być gdzieś gdzie jest nam źle i gdzie nie umiemy się odnaleźć. 
Tak samo było z filologią. Miałam duże zaległości z angielskim i wcale nie chciało mi się ich nadrabiać. Na studiach było nudno i wcale nie boję się tego powiedzieć. Nie pamiętam ani jednych zajęć, które by mi się podobały. 
Albo były takie jedne ! Hiszpański od podstaw. Liczenie, słówka, przedstawianie się. Poziom banalnie łatwy. Więc wtedy zrodził się pomysł, że jednak filologia hiszpańska. Hiszpański podobał mi się już od dawna, a wtedy tylko się w tym utwierdziłam. Fakt, że filologia hiszpańska miała być od podstaw w ogóle napawała mnie optymistycznie. I właściwie od początku było nawet fajnie, ale myślę, że z tego względu, że byłam podekscytowana nowym językiem i były same podstawy. Potem zaczęło mnie wszystko męczyć. Nie było nic ciekawego tylko sucha nauka. Ale o tym też przeczytacie w poprzednich postach.

W tym przypadku decyzję o zmianie dopuściłam do siebie bardzo późno. Był październik. Zaczął się drugi rok, rekrutacja na wiele kierunków była zamknięta.
Nie myślałam o zmianie, bo uważałam, że choćby się waliło to ja muszę skończyć ten kierunek, że nie mogę znowu zmienić studiów. Myślałam, że przez wakacje odpocznę, zresetuję mózg i wrócę zmotywowana jak nigdy. A jak było ? 
Na samą myśl, że zbliża się październik bolał mnie żołądek i brzuch. Było mi słabo i niedobrze. Jak zobaczyłam przedmioty i to jak wyglądają wykłady - byłam przerażona. I z ręką na sercu nienawidziłam siebie w tamtym momencie za to, że wpakowałam się w to drugi raz. Miałam do siebie ogromne pretensję. I to nie była tylko taka niechęć do nauki, bo wracałam z uczelni, zaszywałam się w pokoju i płakałam. Nie mogłam myśleć, że zacisnę zęby i dam radę kolejny rok, a potem kolejny i kolejny, bo przecież to nie było liceum, że został ostatni sprawdzian z historii z wojny Peloponeskiej a potem żegnaj historio raz na zawsze ! To był kierunek, który świadomie wybrałam i w którym miałam pracować kolejne kilkadziesiąt lat. I to ta wizja mnie załamywała.
Wiem, że ludzie kończą studia, a potem pracują w czymś innym i świat trwa dalej, ale tak jak mówiłam wcześniej - nienawidzę być w czymś co mnie unieszczęśliwia. Wielu z nas ma tyle problemów dookoła siebie, czy to rodzinnych czy zdrowotnych - takich niezależnych od nas więc dlaczego na własne życzenie mamy sobie dokładać ?
I choć nie jestem odważna tak jak sądzicie i boję się każdych zmian to przychodzi w końcu taki moment kiedy organizm sam mówi DOŚĆ. Ja wylałam swoją falę goryczy i zwątpień w poście o kryzysie studenckim - chciałam, żeby zrobiło mi się lżej, a post cieszył się taką popularnością i nagle dostałam tyle wiadomości i komentarzy, że to właśnie wtedy otarłam łzy i powiedziałam, że czas na zmiany.
I oczywiście, że się bałam. Bałam się tego czy robię dobrze, czy nie będę tego żałować, ale nie bałam się tego co powiedzą inni.

DLACZEGO PRZEJMUJEMY SIĘ TYM CO POWIEDZĄ INNI ?

No właśnie ? Bo ja tego nie wiem. Mnie zupełnie nie interesowało to co kto pomyśli, bo to przecież moje życie i mój wybór. Moje zmagania na wykładach i mój ból brzucha. Moje nieprzespane noce i moje wydane pieniądze. Przecież to ja uczyłam się tego czego nie chcę a nie ktoś. I to ja miałam pracować kilkadziesiąt lat w czymś co mnie nie interesuję. Dlaczego więc miałam się przejmować ?
I wiem, możecie mi teraz zarzucić, że wcześniej przejmowałam się tym co mówią inni na temat psychologii i porzuciłam swoje marzenia, ale wtedy miałam dopiero 18lat. I uważam, że w tym wieku naprawdę mało kto wie co chce robić w życiu. Gdybym miała tą wiedzę co mam teraz to każdą z tych 50 osób odprawiłabym z kwitkiem i powiedziała, że droga na filologię jest otwarta dla każdego w każdym wieku i śmiało mogą iść, a ja idę na psychologię i może przyznam im rację po 5latach a może nie. Akurat aktualnie wybrałam pedagogikę i naprawdę jestem ogromnie zadowolona, bo pomysłów na nią mam mnóstwo !

Wiele z Was piszę mi, że sami zastanawiacie się nad zmianą kierunku, ale właśnie boicie się co powiedzą inni. To jest wasze najgorsze ograniczenie, bo ludzie i tak będą mówić. Żyjemy w czasach, że mało kto żyje swoim życiem. Każdy każdemu włącza się w życie, krytykuję każdą decyzję, zagląda do portfela. Często inni wiedzą o nas więcej niż my sami. Nigdy nie dogodzicie innym, naprawdę. Czasami sama zastanawiam się skąd ludzie mają na to siłę i jak im się chce krytykować każdego. 
Jeśli jesteś gruby to skrytykują Cię za to, że nie ruszysz tyłka i pewnie jesz same fast-foody. Jeśli jesteś za chudy to na pewno się głodzisz albo anoreksja. Jeśli idziesz na siłownie i chcesz zrzucić parę kg to zaraz zostaniesz skrytykowany, że za mocno masz umięśnione nogi. Prosty przypadek Deynn - nigdy jej nie obserwowałam, ale kiedy przeszła taką metamorfozę ze swoim ciałem to zaczęłam ją podziwiać. I wiecie co niekoniecznie muszą podobać mi się jej umięśnione nogi, ale to są JEJ nogi i a mi nic do tego ! I w życiu bym jej za to nie skrytykowała, bo nie mam takiego prawa, bo to jej życie i jej wybór, a ja mogę ją tylko podziwiać za to, że zrobiła taki postęp i tak ciężko pracowała. Ale ona oprócz tego codziennie musi zmagać się z falą hejtu i zarzutami, że wygląda jak facet, że ma obrzydliwe mięśnie, że wcale dobrze nie wygląda. Ludzie nie wiedzą, że każdy ma inną wizje ideału i inne priorytety w życiu. 
Drugi przykład - 23letnia stewardessa. "Życie stewardessy" na facebooku ( polecam ! ). Jej pasją od zawsze było latanie, więc kiedy tylko skończyła liceum, dostała się do arabskiej linii i zaczęła spełniać swoje marzenia. Jest w tym ogromnie szczęśliwa ! Ale jest też druga strona tego medalu. Codziennie spotyka się z komentarzami, że jest egoistką, bo zostawiła swojego chłopaka, że rodzina nie jest dla niej ważna skoro potrafi czasem być 6 miesięcy poza domem, że nie studiuje więc jest nieodpowiedzialna, bo latać zawsze nie będzie, że jak w takim trybie życia planuje mieć dzieci. Ludzie nie pomyślą, że gdyby ten biedny chłopak faktycznie był taki nieszczęśliwy to niedawno by się jej nie oświadczył. Że gdyby rodzina faktycznie nie była dla niej taka ważna to sami nie pchaliby jej w te marzenia i nie trzymali za nią kciuków. Nie pomyślą, że niepotrzebne są jej studia, bo zarabia teraz więcej niż niejeden mgr inż a dodatkowo spełnia swoje marzenia !
I kochani tak jest ze wszystkim. Mogłabym podać milion przykładów, ale fakt jest taki, że ludzie będą gadać zawsze. Ale uzmysłów sobie, że podejmując jakąś ważną dla Ciebie zmianę zrobisz fajną selekcję wśród znajomych. Bo Ci prawdziwi zawsze będą Cię rozumieć i stać za Tobą murem, a Ci co będą gadać gadaliby zawsze ! Zaufaj mi !

Więc strach przed tym co powiedzą inni jest najgorszą obawą z możliwych. W ogóle ludzie nie powinni przejmować się tym co mówią inni. To jest wasze życie i róbcie tak żebyście Wy byli szczęśliwi ! Oczywiście nie raniąc nikogo obok. 
I nie rezygnujcie ze swoich pasji.
Czy żałuję swojej decyzji i zmiany kierunku ?
ŻAŁUJĘ, że podjęłam ją tak późno ! Że musiałam wylać tyle łez, przeżyć tyle stresu, stracić dwa lata i pieniądze. Tylko tego żałuję. Minął dopiero semestr, a ja zawsze jadę na uczelnię z pozytywną energią i w ogóle cieszę się, że tam jadę. Nawet chłopak nie może w to uwierzyć kiedy widzi mnie z uśmiechem na twarzy kiedy wyjeżdżam na uczelnie i kiedy wracam. Kiedy uczę się do egzaminu i nie płacze, nie rzucam książkami, kiedy nie biorę leków uspokajających. Ta zmiana jest nie do opisania. Jest jak niebo i ziemia i naprawdę jedyne czego żałuje to straconych lat, bo mogłam już pisać licencjat. Ale jak wiecie - wszystko dzieje się po coś i widocznie tak miało być, a zmiany te wniosły w moje życie naprawdę wiele.
I tak, odkąd zmieniłam studia wiele razy słyszałam, że nie znajdę pracy. Ale jak nie sprawdzę to się nie dowiem. Po filologii i tak nie pracowałabym w zawodzie wiec co mam do stracenia ? Nic. 
Może napiszę Wam kiedyś, że faktycznie inni mieli rację, a może powiem Wam, że w październiku 2016 roku podjęłam najlepszą decyzję w życiu. Czas pokażę. Wiem jedno, że nigdy więcej nie zrobiłabym czegoś wbrew sobie. I Wam też nie radzę. Jest luty, większość z Was niedługo będzie wybierać swoją drogę i jeśli jest ktoś taki jak ja to proszę zastanówcie się 100 razy zanim pójdziecie na coś co jest wysoko w rankingu albo na co każe Wam rodzina. I nie bójcie się tego co mówią inni. Pogadają i przestaną. Życie to ciągłe zmiany. Mamy je jedno więc przeżyjmy je tak jak chcemy ! Albo chociaż spróbujmy zrobić wszystko, żeby było najbliżej tego jak chcemy.

Jest godzina 1:00 w nocy więc kończę swój wywód i mam nadzieję, że Wam się spodoba. 
Buziaki !

 










Julka Gąsior

10 komentarzy:

  1. Super post!! Deyn to dobry przykład osoby która nie patrzy na innych a po prostu spełnia swoje marzenia i kocha to co robi ;) polecam ją na snapchacie "deynnka" mądrze gada przy czym nie zwraca uwagi na hejty które ma miliony każdego dnia. Czekam na kolejne posty. Buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Święta racja ;) Wiem coś o tym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na tą chwilę jestem dopiero w pierwszej klasie liceum ale przechodzi mi przez myśl czy profil, który wybrałam jest odpowiedni. Moja rodzina niestety nie pozwala mi jednak na zmianę. Warto iść swoją drogą, nie zwracając uwagi na to co pomyślą inni.

    m-artyna.blogspot.com-KLIK!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W liceum zawsze możesz nadrobić we własnym zakresie przedmioty, które Cię interesują ! Najważniejsze zebyś studia wybrała według siebie ! <3

      Usuń
  4. Jak ja lubię czytać takie posty . Dodaje bloga do obserwowanych z wielką chęcią .

    mademoiselleshirley.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już jestem po liceum, ale bez matury za to mam kursy i myślę robić jakiś dodatkowe prawa jazdy, najważniejsze pisać bloga, według mnie robić co się kocha i interesować się tym co kochasz i pisać o tym. Powodzenia na studiach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba cięzko jest się nie przejmować, ale warto nad tym pracować:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uważam, ze ludzie, którzy przejmują się opinią innych nie do końca są szczęśliwi w życiu, a przecież życie mamy jedno i trzeba z niego czerpać garściami! :D

    OdpowiedzUsuń