8 marca, który zmienił moje życie



8 marzec 2012 roku - dzień, który bez wątpienia zapamiętam na zawsze. Długo się zastanawiałam czy napisać post tego typu, ale potem pomyślałam, że dlaczego nie. Przecież choroba nie jest powodem do wstydu. Nie powinna być również jakimś tematem tabu, bo może zdarzyć się każdemu bez względu na płeć, wiek oraz status społeczny. 



Kiedy wpadłam na pomysł napisania tego postu to w głowie miałam już ułożony plan jak go napisać. Miało być negatywnie, drastycznie, źle. Miałam mówić jak bardzo jestem poszkodowana, jaka ta choroba jest straszna i że dobija mnie każdego dnia. Zmieniłam jednak koncepcje i poszłam po rozum do głowy, bo faktycznie drżę na każdą myśl, każdy objaw choroby, wylewam tonę łez, ale nie chcę żeby ten post pisać tak jakbym była śmiertelnie chora albo cholernie poszkodowana przez los. Jeszcze niedawno tak myślałam. Uważałam,że mam ogromnego pecha cierpiąc na tą chorobę, ale za chwilę pomyślałam sobie, że mogłabym to przerzucić w pozytyw. Że może jednak mam szczęście, że spośród wszystkich chorób na świecie jest to "tylko" odma. Codziennie przeglądając internet widzę prośby o pomoc gdzie ludzkie życie wycenione jest czasami nawet na 3mln. Nie ma zwolnienia, że jest to dziecko czy dziewczyna, która właśnie jest w klasie maturalnej i miała przed sobą mnóstwo planów. Czasami mierzą się z chorobami, które niszczą ich fizycznie i psychicznie nie dając przy tym żadnej nadziei, że będzie dobrze. Nie dość ze 29 dni w miesiącu spędzają w szpitalu, pełni bólu to na końcu dowiadują się, że muszą zapłacić grubą kasę żeby w ogóle mieć nadzieje, że ten koszmar może się skończyć. I na tym miejscu mógł być każdy. Ty i ja też. A ja dostałam "w prezencie" tylko odmę. Nie jest to choroba z której powinnam się cieszyć, ale nie chcę stawiać jej na równi z innymi chorobami. Podsumowując: nie będzie zadowolenia, że jestem jej posiadaczką, ale nie będę dramatyzować tak jakbym miała najgorszą chorobę na świecie a moje życie było policzone w kilku miesiącach.

Dlaczego zdecydowałam się o tym napisać ?

Każdy z nas usłyszał w życiu więcej niż raz, że zdrowie jest najważniejsze. Ale ilu z nas faktycznie potrafiło ucieszyć się z faktu, że naprawdę jest zdrowy ? No właśnie. 
Ja też nigdy się z tego jakoś specjalnie nie cieszyłam. Uważałam, że jestem zdrowa, bo jestem i tyle. Ale jak to mówią żeby coś docenić to trzeba to stracić.

Do 17 roku życia byłam okazem zdrowia. Nigdy nie byłam w szpitalu. Nie miałam zapalenia płuc, oskrzeli, a nawet grypa pojawiała się średnio raz na 2lata. Gorączki w życiu mogłam policzyć na palcach u jednej ręki. Żadnych złamań, zwichnięć. Chodzący okaz zdrowia- dosłownie.

Aż do 8 marca 2012 roku. Była lekcja religii. Ostatnia tego dnia. Rozmawiałyśmy z przyjaciółkami, uśmiechnięte aż do momentu kiedy coś potwornie ukuło mnie w klatce piersiowej. Ból był nie do zniesienia, ale nie miałam pojęcia co to jest. Ledwo doszłam do szafki, pod szkołą czekał na mnie chłopak z kwiatkiem, który aktualnie kompletnie nie miał dla mnie znaczenia. Nie pamiętam nawet jakiego był koloru. Nie mogłam się wyprostować. Idąc na autobus nie pamiętam ile razy robiliśmy przerwę żeby usiąść. A ja miałam wrażenie, że za moment się uduszę. Do dziś pamiętam, że powtarzałam chłopakowi, że czuje się tak jakbym zaraz miała wypluć płuca i że w klatce mam mnóstwo powietrza. Wsiadłam w autobus i pojechałam do domu. Było tak źle, że powiedziałam babci, że muszę iść do lekarza. Lekarz rodzinny stwierdził, że coś jest nie tak z prawym płucem i dostałam skierowanie na rtg oraz do szpitala.
Była godzina 15. Pozwolę sobie ominąć opowieść o cyrku, który odbywał się w szpitalu. Nikt nie chciał wykonać rtg, bo późna godzina. Potem chodziłam z góry na dół chyba 20 razy szukając lekarza, który skonsultuje z nami wynik. Nie ważne, że nie potrafiłam już ani iść ani oddychać. Bez konsultacji lekarskiej zaproponowano mi położenie się na oddziale i leczenie na zapalenie płuc. I jakie było zdziwienie kiedy babcia się sprzeciwiła i domagała się lekarza, który obejrzy rtg i postawi słuszną diagnozę a nie w ciemno będą leczyć mnie na zapalenie płuc. W końcu udało się ! 
A ja byłam przeszczęśliwa bo myślałam, że dostanę jakiś zastrzyk, przejdzie i wrócę do domu.
Nic bardziej mylnego. Słowa, które usłyszałam od Pani Doktor pamiętam do dziś. Pamiętam ton głosu, jej wyraz twarzy, wszystko. Spojrzała na wynik rtg, potem na mnie, jeszcze raz na wynik: DZIEWCZYNO TY MASZ PĘKNIĘTE PŁUCO, SIADAJ !

Def. medyczna odmy:  wtargnięcie powietrza lub innych gazów do jamy opłucnej spowodowane najczęściej uszkodzeniem miąższu płucnego lub przedziurawieniem ściany klatki piersiowej. Odma opłucnowa jest jednym ze stanów nagłych i jako taka wymaga niezwłocznej interwencji chirurgicznej.

W głowie miałam pełno myśli. Jak do cholery mogłam mieć pęknięte płuco ? Od czego ? Niemożliwe. Ale nie miałam dużo czasu na myślenie. Pod szpital została podstawiona karetka, która miała przetransportować mnie do Łodzi. 

I tak wylądowałam na oddziale chirurgi i onkologii dziecięcej. Było to najgorsze doświadczenie w moim życiu. Pierwszy raz w szpitalu, sama tak daleko. Fakt miałam 17lat więc nie byłam już małym dzieckiem,ale byłam przerażona. Stało nade mną mnóstwo lekarzy, którzy przeprowadzali ze mną wywiad co robiłam, jak to się stało i mówili do mnie rzeczy, których kompletnie nie rozumiałam. Dowiedziałam się tylko, że ma zostać przeprowadzony drenaż. Kiedy zobaczyłam w internecie jak to będzie wyglądać wpadłam w istną panikę i płacz. Ja która tak bardzo boi się igieł i mdleje na samą myśl o pobieraniu krwi miałam mieć robioną jakąś dziurkę po prawej stronie i przez nią wprowadzony dren aż do płuc. I funkcjonować tak przez 3-4 dni. Każdy zły ruch powodował, że rurka wbijała się bardziej w płuca albo ocierała o żebra co powodowało niewyobrażalny ból. Leżałam i płakałam. Czułam się najgorzej na świecie, a tego bólu nie potrafię porównać do niczego, bo był ogromny. Zresztą ludziom o mocnych nerwach polecam wpisać w grafikę "drenaż płuc" - boli od samego patrzenia. Na szczęście dojechał do mnie chłopak. I w całej tej sytuacji mieliśmy ogromne szczęście i lekarza prowadzącego o ogromnym sercu, który pozwolił chłopakowi zostać przy mnie dzień i noc. Byliśmy sensacją na całym oddziale.  W końcu był to oddział dziecięcy z racji tego, że nie miałam ukończonych 17 lat. Wszędzie matki z dziećmi a gdzieś pośrodku para zakochanych 17 latków. Ale wiecie co ? Uśmiecham się na samą myśl o tym, bo zdał dla mnie wtedy najlepszy egzamin z życia. Był i podawał mi wodę, trzymał za rękę kiedy mnie bolało, pomagał wstać. I tylko dzięki niemu dałam radę. Przez tydzień spał na siedząco obok mojego łóżka. Byli również przyjaciele, a ja z dnia na dzień dochodziłam do siebie. Obolała, ale jednak. 

Wiecie co było najgorsze ? Że pomimo wielkiego bólu, płaczu po tygodniu mogłam wyjść, a będąc na oddziale onkologii korytarzem chodziły małe, łyse główki, które nie miały tyle szczęścia co ja. Dwa dni przed moim wyjściem przywieziono 16letniego chłopaka z rakiem trzustki a za nim płaczącą mamę. Takie doświadczenia zostają w pamięci na zawsze. Była to dla mnie wielka szkoła życia z której długo nie mogłam się pozbierać, bo ja wyszłam, a oni zostali.

Pewnie wszystko zakończyłoby się happy endem gdyby nie fakt, że rok później w kwietniu powtórka z rozrywki. Tym razem potrzebna operacja Torakotomii.

Def.medyczna: procedura chirurgiczna, polegająca na otwarciu ściany klatki piersiowej, umożliwiająca dostęp do narządów zlokalizowanych wewnątrz klatki piersiowej, czyli płuc, serca, przełyku, tchawicy, przepony.

Znowu płacz, panika a ból 10 razy większy. Najpierw operacja, później dren. Kolejne wywiady od czego, co robiłam i zapewnienie, że  po operacji Torakotomii odma nie powinna wrócić, że zdarza się tylko w ok. 7% przypadków.

Rok później spokój. Byłam przeszczęśliwa. Ale dwa lata później znowu. Tym razem mała. Wystarczyła tlenoterapia. Happy endu nie będzie, bo w czerwcu zeszłego roku była ponownie. 
Wizyty u najlepszych specjalistów w Katowicach, Wrocławiu, Siechnicy, Łodzi i Warszawie. Każdy rozkłada ręce i zaleca unikać dymu. Jak widać to nic nie daje, a przyczyna mojej odmy jest dalej niezbadana. Sprawa jest o tyle poważna, że ból aktualnie odczuwam przy najmniejszych czynnościach. Właściwie nie ma miesiąca, żeby płuca nie dały o sobie znać. Ból jest paraliżujący, nagłe duszności, a lekarstw na to nie ma.

Po co Wam opowiadam nudną historię o chorobie ?

Chciałam z tego postu zrobić przekaz. Abyście naprawdę docenili to co macie. Moja choroba nie jest na tyle poważna jak inne, ale potrafi wykluczyć z życia w wielu dziedzinach. Tzn źle to określiłam. Odma jest na tyle poważna, że nie można jej zbagatelizować czy przeleżeć w domu, bo najzwyczajniej w świecie się udusicie. Jest zagrożeniem życia jeśli nie zgłosicie się do lekarza. Odma to choroba, która zazwyczaj pojawia się na skutek urazu klatki piersiowej np. przy wypadku. U mnie pojawia się bez przyczyny i to jest największy problem. Jestem sensacją wśród lekarzy i jednocześnie zagadką skąd nawracająca odma u 22latki. Póki co zagadka jest nie do rozwiązania. Ale nie mogę porównać tej choroby do nowotworów np. Chcę żebyście wiedzieli, że nasze życie może zmienić się w ciągu sekundy. Jutro możesz wstać i będzie zupełnie inaczej niż dzisiaj. Nigdy nie doceniałam swojego zdrowia. Miałam to za pewniak. Współczułam ogromnie ludziom chorym na nowotwory, sparaliżowanym, ale jednocześnie nie byłam dumna z tego, że sama jestem zdrowa. Nienawidziłam biegać dopóki nie dowiedziałam się, że już nigdy więcej nie będę mogła. Wiecie ile teraz bym dała, żeby po prostu iść zwyczajnie pobiegać ? Taka głupota, którą doceniłam po jej stracie. Nigdy nie będę mogła skoczyć na bungee ( na szczęście nigdy nie chciałam ). Powinnam unikać siłowni, a wszelkie ćwiczenia siłowe są stanowczo zabronione. Loty samolotem powinny być ograniczone. Dym wyeliminowany całkowicie. Chyba, że mamy smog jak ostatnio w całym kraju więc nie muszę nikomu tłumaczyć jak cierpią na tym moje płuca i jakie zagrożenie jest kolejną odmą. Dodatkowo nie mogę dźwigać. Po operacji miałam ustalony limit DO 1KG PRZEZ PÓŁ ROKU. Aktualnie nie powinnam nosić nawet zakupów ze sklepu, chyba, że są minimalne. Aż boje się pomyśleć co mówią o mnie ludzie, kiedy chłopak niesie 3 pełne siatki z marketu a ja nic, haha. No nie jest to komfortowa sytuacja na pewno. I tych ograniczeń mogłabym wymieniać sporo, ale nie o to chodzi. Po prostu każdy z nas w całym pędzie życia nie docenia najprostszych spraw. Mało kto z nas docenia to, że chodzi, widzi, słyszy. To jest normalność. Tak samo jak fakt, że rano idziesz pobiegać, a potem robisz sama duże zakupy. Dla mnie to już nie jest normalność. Są to czynności zakazane, a są jeszcze gorsze o których musiałabym się za dużo rozpisywać. Ale m.in ewentualna ciąża.

Obiecałam, że nie będzie negatywnie i nie chcę żeby tak było. Dostałam ogromną lekcję od życia i doceniłam to jak ważne jest mieć zdrowie. Patrze na cierpienie ludzi z ogromną wrażliwością. Płacze kiedy czytam o młodych osobach dla których nie ma nadziei albo które otrzymują chemię, spędzają miesiące w szpitalu. Z tego miejsca polecam Wam przeczytać ten artykuł, który mnie osobiście rozłożył:

https://www.siepomaga.pl/julialuczak

Dlatego pomimo mojego żalu, cierpienia zaczęłam naprawdę doceniać, że jest to tylko odma. Mimo, że nie znam przyczyny, nie ma na to leków, ale mam świadomość, że zawsze mogło być gorzej. Każdemu z nas może się coś przytrafić, To los decyduje co. Dlatego przestańcie przejmować się głupotami, być nieszczęśliwi i poszukajcie najmniejszych pozytywów w Waszym życiu. Jestem pewna, że znajdziecie ich naprawdę sporo.
Wyobraźcie sobie jak fajnie jest wstać z łóżka, wypić herbatę i być po prostu zdrowym. Zanim zaczniecie narzekać, że włosy Wam się nie układają doceńcie to, że w ogóle je macie. Życie nie jest sprawiedliwe i nigdy nie będzie. Jedni przygotowują się do egzaminu dojrzałości a inni toczą walkę o życie na łóżku szpitalnym. 
Każdy z nas ma mniejsze i większe problemy, którymi czasem nie da się nie przejmować. Ale kiedy zaczynamy narzekać na wszystko, być nieszczęśliwi z każdego powodu zastanówmy się jak wiele mamy.

Przy okazji polecam Wam z całego serca zajrzeć na instagram @pochlonieta. O tej samej nazwie jest również fanpage na facebooku oraz blog. Jest to młoda dziewczyna, studentka medycyny, która zachorowała na raka, a energią potrafiłaby porazić niejedną zdrową osobę.  

Taka refleksja z okazji Dnia Kobiet, dnia który zmienił moje życie nie tylko dlatego, że zaczęłam chorować, ale dlatego, że zmieniłam się również psychicznie. Zaczęłam doceniać coś co kiedyś było dla mnie normą.

Miłego dnia !







Julka Gąsior

5 komentarzy:

  1. Cieszę się ,ze sa jeszcze osoby, które w empatyczny sposob postrzegaja świat i nie narzekaja codziennie. To prawda,ze choroba diametralnie zmienia życie, a juz napewno sposób postrzegania zycia. Mój mąz ma powazne problemy z zoładkiem i do konca zycia musi stosowac specjalną dietę, z kolei dobry znajomy stwardnienie rozsiane-ale nie poddaje się ze względu na synka i zonę. Podziwiam go i to bardzo. Natomiast dobija mnie ludzka obojętnosc, która lezy juz chyba w naszej polskiej mentalności, bo przecież "co ludzie powiedzą'. Wczoraj miałam w tramwaju sytuację, kiedy to nikt prócz mnie nie pomógł starszej kobiecie wynieść "balkonika grrr

    pozdrawiam ;D
    Jagoda z mrsblueberry3.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tacy ludzie są strasznie silni !
      Masz rację takich obojętnych ludzi jest coraz więcej :( to smutne

      Usuń
  2. hej kochana..Dokladnie rozumiem to co myślisz, czujesz..U mnie jest chora trzustka ( cukrzyca typu 1, niedoczynnosc tarczycy i aktualnie podejrzenie celiaki..) A najbardziej śmieszą mnie osoby które mówią ' taka ładna i chora? niemożliwe to jest ' : D
    Po mimo dolegliwości trzeba iść z podniesioną głową. Też zawsze sobie tłumacze że są dużooo gorsze choroby, chociaż moje też dają mi często popalić przez co musze rezygnować z wielu rzeczy. Życze Ci kochana duuuzo zdrówka ! I czekam na kolejną stylizację : )
    Buziaki : ****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku kochana :( również współczuje bardzo :( ale właśnie tak jak mówisz są choroby gorsze i dobrze ze trafiliśmy tylko na to choć wiadomo fajnie byłoby być zdrowym w zupełności !
      Tak, tak znam to ! Każdy lekarz mówi do mnie "taka młoda i tyle odm?".
      Życzę Ci kochana najbardziej zdrówka ! Jesteś cudowna, masz świetnego bloga i spełniaj się !!! <3

      Usuń
  3. to straszne, ile musiałaś przejść.. trzymam kciuki i wierzę, że będzie tylko lepiej :) i gratuluję chłopaka - prawdziwy skarb ! :)

    OdpowiedzUsuń