Są na świecie rzeczy ...


... które zmieniają Cię na zawsze.
Nagle następuje wielkie BUM a Ty zmieniasz cały swój światopogląd. Budzisz się nagle kimś innym niż byłeś do tej pory.
I to nie 18 urodziny decydują o tym, że w jednej chwili staniesz się dorosły i dojrzały. 

Ciężko jest pisać o sprawach prywatnych. Szczególnie kiedy wstawiamy to do sieci, ale to właśnie te wpisy cieszą się u nas największą popularnością. Nie jest łatwo pisać o rzeczach, które nas bolą i smucą, ale jednak takie lubicie czytać. Kiedy piszę jakiś osobisty post zawsze zastanawiam się długo czy go opublikować, czy to w ogóle ma sens. A potem okazuje się, że tak wiele osób nagle się z nim utożsamia.

Każdy z nas ma swoje mniejsze i większe problemy. Każdy z nas miał chociaż jeden dzień w życiu kiedy nie miał siły wstać z łóżka. Każdy z nas szukał w internecie poradników: "Jak przestać się martwić ?, "Jak zacząć być optymistą", które w większości nie spisywały swojego egzaminu. 
Nienawidzę tych wszystkich postów i złotych rad, które ktoś nam daje i jednocześnie mówi, że nasze życie zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Powiedz to dzieciom, których ojciec jest alkoholikiem i je bije. Albo rodzinie, która ma 1500 miesięcznie. Człowiekowi, który zmaga się z chorobą. Dzieciom, którym rozwodzą się rodzice. 
Ale jakiegokolwiek problemu byś nie miał ludzie zawsze Cię ocenią. 
Żyjemy w świecie gdzie każdy musi mieć idealne życie. Ba ! Nawet jak go nie ma to kreuje, że takie ma. Przecież wstyd się przyznać, że nie mamy pieniędzy na wakacje czy nie stać nas na torebkę Korsa. Jeszcze większym wstydem jest się przyznać, że nasz tata pije i urządza awantury w domu, bo przecież ludzie tego nie zrozumieją. Odsuną się od Ciebie, bo niefajnie kolegować się z taką osobą. Właściwie o czym można z Tobą porozmawiać oprócz problemów z tata ?
To, że rodzice Ci się rozwodzą to też trochę słabe, bo nie stworzycie już obrazu idealnej rodzinki. Słabo wypadniesz przy znajomych, którzy zasypują Cię zdjęciami z rodzicami. Dużo lepiej byłoby pokazywać, ze rodzice to Twoi najlepsi przyjaciele albo chociaż poudawać, że tak jest.
Dużo lepiej jest kreować naszą sztuczną rzeczywistość niż przyznać się, że wcale nie jest u nas OK.
To internet i dzisiejsze czasy wmówiły nam, że jesteśmy odpowiedzialni za każdy nasz problem. Nie potrafimy się cieszyć już z niczego. Nie radzimy sobie z żadnymi problemami. Naokoło widzimy ludzi, którzy podróżują 5 razy w roku, chodzą co tydzień na zakupy, imprezują co weekend, robią remonty, studiują prestiżowe kierunki, otwierają firmy, a nam wiecznie się wszystko nie udaje. Uważamy, że jesteśmy przegrani na starcie. Ciężko cieszyć się z drobiazgów jeśli inni mają życie jak z bajki.

Mam wrażenie, że przyszło nam brać udział w koszmarnym wyścigu szczurów. Gdzie jeden ściga się z drugim, kto ma lepsze auto, kto więcej zarobi, kto ma bardziej ustawionych rodziców, lepszy dom, kto jedzie na fajniejsze wakacje, kto jest ładniejszy, chudszy. A oprócz tego coraz mniej jest osób, które ten wyścig omijają. Spotykamy coraz mniej osób, które lubią nas pomimo wszystko. Których nie interesuje ile masz pieniędzy w portfelu, to czy masz fajnych rodziców, czy mieszkasz na wsi czy w mieście, co studiujesz i jakie masz aktualnie problemy. Żyjemy w czasach gdzie ciężko o autentyczność i prawdziwych przyjaciół, którzy będą jeśli będziesz ich potrzebować. Ludzie szukają teraz znajomych z którymi można iść na imprezę i spędzić miło czas. Pochwalić się co nowego u nich, ale uciekają kiedy masz prawdziwy problem. Mało kto wtedy zrezygnuje z imprezy żeby przyjść i z Tobą posiedzieć, dać dobre słowo i obecność. Przecież to nuda. Szkoda życia na czyjeś problemy. 
Jeśli więc posiadasz chociaż jedną osobę, która będzie przy Tobie choćby się paliło to jesteś szczęsciarzem mimo wszystkich innych problemów.

Sama jeszcze niedawno byłam wielką marudą. Miałam oczywiście ku temu powody i problemy, które nie były zależne ode mnie. Byłam zła na całą niesprawiedliwość na świecie. Na to, że jeden ma z górki a drugi ciągle pod górkę. Wstawałam każdego dnia niezadowolona i nie widziałam żadnych plusów. Pierwszym krokiem, który zrobiłam żeby zmienić swoje życie była oczywiście zmiana studiów o której przeczytacie w tych wpisach: KLIK i KLIK. 
Chociaż to jedno zmieniło się na lepsze. Mogłam cieszyć się, że studiuje coś co lubię.

Niestety ale z początkiem roku wydarzyło się coś co zmieniło mnie na zawsze. W marcu zachorował mój dziadek. Człowiek, który od dziecka zastępował mi tatę i który stał za mną murem cokolwiek by się nie działo. Mogłam zrobić największą głupotę na świecie a on i tak byłby po mojej stronie.
Każdy z nas ma świadomość, że gdzieś obok nas ludzie chorują. Niektórzy bardzo ciężko. Często są to niewinne dzieci. Każdy z nas wie również, że przychodzi moment w którym musimy się z kimś pożegnać już na zawsze. Jednak nigdy nie jest to odpowiedni moment.
Zawsze byłam pełna współczucia dla ludzi, którzy są chorzy. Podziwiałam ich za walkę, którą toczą. Ale sami wiecie, że ciężko się w to wczuć jeśli coś Cię nie dotyczy. Ja zawsze myślałam, że to wszystko dzieje się gdzieś obok, ale że przecież nie wydarzy się u mnie. A jednak się wydarzyło. 
Od marca toczyliśmy ogromną walkę o zdrowie dziadka, który gasł na naszych oczach. Właściwie od marca szpital stał się naszym drugim domem, a później nawet dom zamienił się w szpital. 
Każdy z nas miał wrażenie, że to potrwa chwile i w końcu cały zły sen się skończy. Aż do dnia kiedy straciliśmy z dziadkiem kontakt z dnia na dzień. Wtedy zrozumiałam jak kruche jest życie i jak nic nie powinniśmy odkładać na później. 22 dni na OIOMIE spędzone przy dziadku były najgorszym czasem w moim życiu. Kiedy patrzysz na osobę z którą spędziłeś całe życie a ona nie daje oznak życia serce pęka Ci na milion kawałków. Myślisz, że oszalejesz, poskradasz zmysły a to i tak nic nie da. Nie jesteś w stanie zrobić absolutnie nic. Patrzysz na te wszystkie maszyny, na ludzi wokoło, na ich cierpienie a potem wychodzisz ze szpitala i rozumiesz jakie masz szczęście będąc zdrowym. Na OIOMIE toczy się zupełnie inne życie. Miałam wrażenie, że wchodząc tam przenoszę się w inny świat. Myślałam, że któregoś dnia pęknie mi serce. Nie wspomnę o tym jak żyło mi się z świadomością, że jesteśmy w domu a dziadek tam. Jak pomyślę ile jest tak ciężko chorych osób na świecie. Jeszcze młodszych niż mój dziadek. Ile osób cierpi martwiąc się o zdrowie i życie swoich najbliższych to wszystko inne przestaje mieć znaczenie.
Po śmierci dziadka otrzymałam wielką lekcję życia. Oczywiście wolałabym jej nigdy nie doświadczyć. Pęknięte serce długo będzie się leczyć a tęsknota i wspomnienia nie miną tak szybko.
Jednak w całej tej sytuacji, dopiero teraz po tej lekcji zrozumiałam jak niewiele powinno nam wystarczyć do szczęścia.
Nagle w jednym momencie przestały mieć znaczenie wakacje, zakupy. Zaczęłam się budzić szczęśliwa z myślą o tym, że jestem zdrowa i że moi bliscy też są. Przestałam się martwić rzeczami na które nie mam wpływu. Nie przejmuje się na zapas. Potrafię usiąść i w spokoju napić się kawy, popatrzeć w niebo i uświadomić sobie, że jestem szczęśliwa. Mimo tego, że nie mam pełnej rodziny, która tworzy obraz jak z bajki. Mimo tego, że nie mam firmy i pieniędzy jak lodu. Jestem szczęśliwa nawet z świadomością, że nie stać mnie na torebkę z YSL czy Chanel. Że nie mam aktualnie na wycieczkę do Nowego Yorku. I nie czuję się przez to gorsza. Zrozumiałam, że ten wyścig szczurów jest kompletnie bez sensu. Że zamiast wzorować się na ludziach, którzy wszystko mają i dołować się dlaczego my tak nie mamy, możemy pomyśleć o tych, którzy mają jeszcze gorzej od nas. Którzy nie mogą się nawet napić herbaty w spokoju i szczęsciu bo ich myśli zadręczają choroby bliskich. Ile osób wokoło w naszym wieku walczy z nowotworem. W momencie kiedy my martwimy się, że nie stać nas na wakacje w Dubaju czy przeżywamy niezdany egzamin, oni się martwią, że nie dożyją kolejnego roku. Że nigdy nie przeżyją miłości swojego życia, nie będą mieć dzieci. Dlatego tak ważne jest, żeby doceniać to co się ma. A przede wszystkim żeby być człowiekiem. Żeby ta pogoń do idealnego życia nie zgubiła nas jako ludzi. I żebyśmy oprócz własnego czubka nosa mieli więcej empatii dla innych.
To wydarzenie którego doświadczyłam zmieniło mnie jak pstryknięcie palcem. Zmieniłam swoje myślenie i zmieniłam się jako osoba. Oprócz szkód i smutku jakie przyniosła mi strata dziadka zrozumiałam też, że nieszczęście, choroba może dopaść z nas każdego. I, że są sytuacje na które sami nie mamy wpływu choćbyśmy robili co mogli. Nieważne jest to jakie auto mamy, jak się ubieramy i kto ma w życiu więcej atrakcji. To są tylko dodatki, które poprawiają nasze życie. Ale prawdziwym szczęściem jest budzić się codziennie rano i cieszyć się z tego, że świeci słońce, że możemy wyjść na spacer i się niczym nie martwić, zrozumieć, że niezdany egzamin to nie jest koniec świata, że zawsze można go poprawić, a jest to jedynie kłoda rzucona pod nogi przez życie i uświadomić sobie, że życie nie jest kolorowe i zawsze jakieś przeszkody w nim napotkamy. Cieszyć się, że mamy wokół siebie ludzi dla których jesteśmy ważni. Którzy potrafią odłożyć swoje problemy żeby być wtedy kiedy ich potrzebujesz. Którzy będą mimo tego, że nie potrafią pomóc. Którzy zainteresują się tym jak sobie radzisz i czy może mogą jakoś pomóc. Czasami zwykła, głupia czekolada zaniesiona przyjaciółce potrafi dodać dużo otuchy. Małe gesty, które znaczą ogromnie dużo. Jeśli masz wokół siebie takich ludzi to wiedz, że masz więcej szczęścia niż Ci się wydaje. To właśnie chłopakowi i przyjaciołom zawdzięczam to, że nie załamałam się przez te 22dni. To oni dawali mi siłę mimo, że sami byli bezradni. Dzięki nim wiem, że choćby nie wiem co się stało to nigdy nie będę sama. I wierze, że nawet dziadek był dumny z pomocy jaką od nich otrzymał.
Byłam wzruszona, że pisały do mnie osoby, które nie znały dziadka i które nawet osobiście nie znają mnie a tylko obserwują na instagramie. Dziękuję za każdą wiadomość z pytaniem jak sobie radzę i jak mogą pomóc. Nawet nie zdążyłam za to wszystko podziękować. 

Ciężko było mi pisać ten post i sama nie wiem czy dobrze robię publikując go, ale mam nadzieję, że chociaż część z Was poszuka w swoim życiu pozytywów i zwolni tempo. Zrozumie, że nie musi wydarzyć się coś extra, żeby dzień był udany. Ja nie zrobiłam dziś nic specjalnego. Wstałam rano, wypiłam kawę, poszłam zrobić paznokcie, posprzątałam dom, zrobiłam obiad, porozmawiałam z przyjaciółmi, czekam na chłopaka i jestem szczęśliwa. Bo nie wydarzyło się nic złego. I jeśli zaczniecie doceniać takie drobiazgi to wasze życie się poprawi. Nie czekajcie na lekcje życia. A przede wszystkim zmieńcie siebie jako ludzi. Przestańcie toczyć z innymi wojny, obrażać się o głupoty. Przypomnijcie sobie kto był dla Was jeśli byliście w potrzebie. Jeśli popełniliście gdzieś błąd - przeproście. Zacznijmy być dla siebie ludźmi, wyeliminujmy z życia osoby, które podcinają nam skrzydła, które są tylko wtedy kiedy nas potrzebują. Wtedy świat stanie się piękniejszy.
I pamiętaj, że w momencie kiedy Ty pijesz herbatę w swoim pokoju, oglądasz ulubiony film ktoś gdzieś właśnie toczy walkę o życie, ktoś inny traci ukochaną osobę a jeszcze ktoś inny myśli jak mu starczy pieniędzy do 10-ego. 


Uśmiechnij się i pomyśl jak dobry dzień dzisiaj miałeś :)















Julka Gąsior

5 komentarzy:

  1. Wzruszyła się czytając ten post.Ceszę się, że są takie osoby jak Ty i Ja, które potrafią czerpać radość z błahostek i doceniać to co jest szczęściem niematerialnym. Ten post powinno obejrzeć wiele osób, może by docenili czym jest życie i jego kruchość. Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za te miłe słowa ! <3

      Usuń
  2. Bardzo emocjonalny post- wręcz odczuwałam te emocje o których pisałaś.
    Niestety czasami żeby zrozumieć pewne rzeczy potrzeba nam wstrząsu, jednak dobrze wyjść po nim z jakąś lekcją. Czymś dla siebie. Przykro mi z powodu Twojego Dziadka. Ale i tak byłaś szczęściarą będąc Jego wnuczką i mając tyle wspólnych lat. ;)

    Ogólnie mam wrażenie, że niektórzy unieszczęśliwiają się na siłę, goniąc za czymś, na czym nawet im nie zależy, "bo ktoś...", a tracą na to czas, który mogliby spędzić w miły dla siebie sposób. I zbyt wielką wagę przykładają do rzeczy. Do rzeczy które mają, które chcą mieć i nie chcą, ale powinni.
    Ja jednak twierdzę, że nie wszystko, ale bardzo bardzo wiele zależy tylko od nas. Od naszego nastawienia i priorytetów, bo gdy nie zawracamy sobie głowy niemożliwym i nieważnym, to życie od razu jest lepsze i łatwiejsze. Szczególnie, gdy wiemy co dla nas samych jest ważne.
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    P.S. Przepraszam, że aż tak się rozpisałam. Wpis bardzo dający do myślenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku bardzo dziękuję za te słowa ! Pięknie to wszystko ujęłaś i masz rację ! Teraz nie liczy się to czego chcemy tylko to co powinniśmy i to co wypada. Przez to mało w ludziach autentyczności bo gdzieś po drodze gubią siebie.
      Również bardzo Cię pozdrawiam i cieszę się, że wpis Ci się spodobał ! :*

      Usuń