ZMIANA STUDIÓW = PORAŻKA


W dzisiejszych czasach studiuje prawie każdy. Mało tego, przywykliśmy do takiej opinii, że jeśli ktoś studiuję jest lepszy od tego kto nie studiuje. Ale właściwie z jakiej racji ? W czym jest lepszy ? W tym, że ma wyższe wykształcenie ? Dzisiaj papierek może zdobyć każdy - nie oszukujmy się. Czasami ktoś po zawodówce ma więcej pojęcia w danej dziedzinie niż ktoś po studiach.
Jestem już na 3 kierunku studiów. Nie, nie jest to mój 3 ukończony kierunek. Jestem na 3 kierunku z kolei, bo tamte okazały się nietrafione. Czy uważam to za porażkę ?



Dokładnie rok temu podjęłam decyzję o zmianie kierunku po raz drugi. Podzieliłam się z Wami tą obawą tutaj i właśnie Wasze komentarze pomogły podjąć mi tą właściwą decyzję. Często dopytywaliście czy żałuję tej decyzji i prosiliście o post w którym opowiem Wam jak jest na nowym kierunku. Zbierałam się do tego bardzo długo, obiecywałam, że wszystko opowiem po skończeniu pierwszego roku, ale niestety od marca miałam bardzo ciężki czas. Choroba i śmierć dziadka spowodowała, że wyłączyłam się nawet z życia studenckiego. Cały materiał nadrabiałam dopiero przy sesji, miałam zaległości z każdego przedmiotu i właściwie kompletnie nie byłam na bieżąco. Nawet doczekałam się wrześniowej poprawki, którą na szczęście mam za sobą i jestem oficjalnie studentką drugiego roku.

W tym roku powinnam zdawać licencjat. Od października powinnam iść na studia magisterskie a jednak dopiero idę na 2 rok. Czy uważam to za porażkę ? 
Staram się nie używać takiego słowa jak "porażka". Jestem zdania, że wszystko dzieje się po coś. 
Przez całe liceum chciałam pracować z chorymi dziećmi, ludzmi z problemami. Myślałam o psychologii. Ale nagle pod wpływem impulsu zamarzyłam o filologii hiszpańskiej. Po prostu za dużo się nasłuchałam, że po psychologii nie ma pracy, że filologia jest na topie, dużo miejsc pracy, dobre zarobki.  Hiszpański podobał mi się od zawsze więc plany zmieniłam. Niestety na filologię hiszpańską się nie dostałam. Szukałam więc zastępczego kierunku i znalazłam filologię angielską z dodatkowym językiem hiszpańskim. Byłam ogromnie podekscytowana faktem, że idę na studia. 
Aż do pierwszych zajęć. Wtedy mój cały entuzjazm opadł a zaczęło się piekło. Walka sama ze sobą. Miałam ogromne zaległości z języka angielskiego. W końcu byłam po profilu biologiczno-chemicznym. Było ciężko mi nadążyć z materiałem, dodatkowo robiłam coś co nie sprawiało mi kompletnie radości. Wymyślałam tysiące wymówek żeby tylko nie iść na zajęcia. A jak już jechałam autobusem na zajęcia to wychodziłam w połowie drogi i wracałam do mieszkania.Katowałam się sama przez siebie. Byłam wiecznie zestresowana. Odkładałam naukę ciągle na później, bo nie miałam ochoty do tego przysiąść. Obserwowałam znajomych z roku zafascynowanych zajęciami i zastanawiałam się co jest ze mną nie tak. Wracałam z wykładu i czułam się naprawdę beznadziejna. W mieszkaniu rzucałam książkami z bezsilności i naprawdę zastanawiałam się co robię na kierunku, którego nienawidzę w mieście w którym nie chcę żyć. W końcu chłopak zaproponował żeby rzucić to wszystko i wrócić. Wtedy najbardziej obawiałam się tego co powiedzieć rodzinie. W tamtym momencie rzucenie studiów uznawałam za porażkę. Nie wiedziałam co powiem znajomym. Byłam przybita. Ale w końcu podjęłam decyzję o rezygnacji. Na filologii angielskiej wytrzymałam pół roku.

Nie wiem dlaczego uznałam, że na filologii hiszpańskiej będzie lepiej. Chyba z tego względu, że język hiszpański podobał mi się od zawsze. Sama świadomość, że zaczynamy naukę od zera też napawała mnie optymizmem. No i w końcu mój ukochany Wrocław. W tym przypadku było lepiej. Nie byłam na tyle załamana bo język hiszpański mi się podobał. Zaczynaliśmy naukę od zera, miałam fajną grupę i fajnych wykładowców. Dawałam radę ale równo po roku znowu dopadły mnie wątpliwości. Niby jakoś mi szło, ale co z tego jeśli nie czułam w tym pasji. Nie wiedziałam kim chcę być po otrzymaniu papierka. Chodząc na wykłady widziałam ludzi z pasją, zainteresowanych, włączających się w dyskusję na zajęciach, pewnych siebie a ja czułam, że tam nie pasuję kompletnie. W tym przypadku jednak decyzję podjęłam spontanicznie, nie przejmując się tym co powiedzą znajomi, rodzina. Pomyślałam tylko o sobie i o swojej przyszłości. Miałam mieć kolejny rok w plecy. Ale zadawałam sobie pytanie co jeśli zdam licencjat i otrzymam papierek? Gdzie pójdę? Jaki mam plan ? I była pustka. Bo nie chciałam być tłumaczem, nie chciałam pracować w biurze, nie chciałam być nauczycielką języka i udawać, że jestem zafascynowana swoim przedmiotem. Nie chciałam w ogóle pracować w zawodzie filologa. W przeciwieństwie do moich znajomych z roku, którzy mieli dokładnie zaplanowaną całą swoją przyszłość i jasno wyznaczony cel. W końcu zdałam sobie sprawę, że po prostu tam nie pasuję. Że co innego jest lubić język hiszpański i umieć go dla siebie a co innego jest pracować w tym języku, uczyć się o historii Hiszpanii, która kompletnie Cię nie interesuję. Stwierdziłam, że szkoda mojego czasu oraz pieniędzy na studiowanie czegoś w czym w końcu odniosę porażkę.

Dzień kiedy zabrałam papiery z filologii był jednym z najlepszych w moim życiu. Poczułam niewyobrażalną ulgę. W tym momencie nie czułam się jako przegrana. Czułam się wygrana. Byłam dumna, że podjęłam taką decyzję, że nie tkwiłam w czymś byle tkwić, żeby skończyć to co zaczęłam, że nie bałam się tego co powiedzą inni.
Postanowiłam, że teraz wybieram taki kierunek, który naprawdę chcę studiować. Bez względu na to jaka jest o nim opinia i czy jest po nim praca czy nie.
I tak stałam się studentką pedagogiki !

W końcu mogę przyznać, że jestem na właściwym miejscu ! Całe pierwsze półrocze jeździłam na zajęcia z wielkim zaangażowaniem. Wszystko mnie interesowało, czytałam zadawane lektury, doczytywałam dużo informacji w internecie. Oczywiście, ze były przedmioty mniej ciekawe, ale potrafiłam zacisnąć zęby, bo widziałam sens w tym co robię. Wiedziałam do czego dążę i kim chcę być. I wiecie, teraz jak pomyślę co zrobię po licencjacie to nie mam pustki. Mam milion pomysłów i jedyną obawę czy dam radę to wszystko zrobić. Mam pomysły na wiele szkoleń. W końcu widzę sens w tym co robię i wiem kim chcę być. A praca ? Tym będę się martwić później. Po filologii pracy również bym nie miała, bo marny byłby ze mnie filolog. Zresztą żyjemy w czasach, że dziś jest po czymś praca a za rok jej nie będzie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć na co będzie zapotrzebowanie w momencie kiedy zaczynamy studia. Dlatego jestem zdania żeby iść za głosem serca i robić to co się czuje. Jeśli chcesz być kosmetyczką to to rób ! Nie idź na prawo bo tak mówią Ci rodzice. Nie będziesz dobrym prawnikiem. Zanudzisz się w kancelarii i będziesz wiecznie nieszczęśliwym człowiekiem.
Chciałabym Wam opowiedzieć więcej o swoim kierunku, ale tak jak mówiłam, drugie półrocze miałam wyłączone z życia. Myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Zaliczyłam ten rok tylko dlatego, że miałam motywację i wiedziałam do czego dążę. Zacisnęłam zęby pomimo nieszczęścia, które mnie spotkało i dałam radę. 

I dziś mogę Wam powiedzieć z ręką na sercu, że zmiana studiów nie jest porażką ! Zmiana planów to coś normalnego ! To, że w wieku 19 lat myślałaś, że na studiach filologicznych będzie fajnie to nie znaczy, że masz tak myśleć do końca chociaż rzeczywistość okazała się inna. Skąd mogłaś wiedzieć jak te studia będą wyglądać nie będąc jeszcze studentką tego roku? Musiałam iść usiąść w ławce, posłuchać wykładu, żeby wiedzieć, że to nie to. Czy myślę, że jestem gorsza od tych co właśnie w tym roku obronili licencjat ? Nie. Nie uważam tak. Po prostu większość z nich poszła na takie studia jakie wydawały im się interesujące i takie też się okazały. Bo od początku wiedzieli co chcą robić. Są również tacy co obronili licencjat, bo bali się zmiany. Również mogłam w tym roku zostać licencjatem filologii, ale jestem pewna, że nie byłabym szczęśliwa tak jak jestem w tej chwili. Mimo 2lat w plecy wiem, że było warto. 
Życie to ciągłe zmiany. Jeszcze bardzo wiele decyzji podejmiemy, które okażą się nietrafione. Czasami zamarzą nam się pod wpływem impulsu brązowe włosy, a później stwierdzamy, że jednak w blondzie było nam lepiej. Ale możemy to stwierdzić dopiero jeśli faktycznie je przefarbujemy i widzimy efekt. Warto jednak pamiętać, że zawsze da się do tego blondu powrócić. Nie możemy się obwiniać o to, że nagle w jakiejś sprawie zmieniliśmy zdanie. Nie możemy mieć do siebie pretensji o to, że kiedyś marzyliśmy o czymś co dziś okazało się dla nas bez sensu. Mając 19lat mało kto wie co chce robić w życiu, mało kto zna rynek pracy. Życie mamy jedno. Jest mnóstwo osób, które skończyły 5letnie studia a pracują w zupełnie innym zawodzie i są szczęśliwi. Nie bójcie się oceniania. To jest Wasze życie i tylko Wy macie prawo decydować co jest dla Was dobre i co chcecie zmienić. Niezależnie czy zmiana dotyczy zmiany kierunku studiów, pracy czy fryzury. Tylko Ty jesteś odpowiedzialny za swoje szczęście. Nie przejmuj się rokiem w plecy czy zmarnowanym czasem. Tak miało być. Po prostu. Przed Tobą całe życie. 

Odpowiadając więc na pytanie - nie, nie poniosłam porażki. Jestem szczęśliwa, że zmieniłam dwa razy studia i, że jestem w miejscu w którym jestem. Nie wstydzę się tego. Widocznie potrzebowałam dwóch lat więcej aby dojrzeć do tego co chcę robić w życiu. Tamte studia traktuję raczej jako błędy młodości. Ale te doświadczenia również wiele mnie nauczyły. Zrozumiałam, że nigdy nie jest za późno na zmianę. A jeśli ktoś z zażenowaniem pyta mnie dlaczego studiuję tak beznadziejny kierunek jakim jest pedagogika i że przecież i tak nie będę mieć pracy to odpowiadam : bo tak i już ! Tak wybrałam i to tylko i wyłącznie mój wybór i nikomu nic do tego. Nikt nie jest jasnowidzem, aby przewidzieć czy będzie praca jak skończę studia czy nie, a więc pozwolę sobie sama to sprawdzić. 

Chcę pracować z dziećmi, mam mnóstwo pomysłów na to co dalej i wiem, że lepiej wybrać nie mogłam. A może za jakiś czas, po kilku latach pracy stwierdzę, że to nie dla mnie i zmienię pracę. A może nie. Może będę wstawać codziennie z uśmiechem i szła do pracy, którą uwielbiam. Nie wiem co będzie za kilka lat. Ale wiem, że zrobię to co uważam za słuszne, bo mam do tego prawo. Bo to moje życie i mój wybór. A na zmiany nigdy nie jest za późno. Ani u mnie, ani u Ciebie.




Julka Gąsior

13 komentarzy:

  1. Nie ma czegoś takiego jak porażka. Porażkę można zdefiniować bardzo szybko niespełnione aspiracje rodziców, chęć celebrowania w towarzystwie bo moje dziecko jest studentem tu i tam, imponowanie sobie wokół to już presja społeczna. Teraz jak nie masz matury ludzie się pukaja w czoło. Jak nie masz studiów to samo. Jak idziesz do zawodowki czy technikum (przynajmniej tak bylo za moich czasow wśród rówieśników) smiech na sali. I dobrze bo teraz ludzie ą i ę ciułają w korpo w czymś czego nienawidzą, a osoby z fachem w ręku podbijają świat. Warto się szanować nawzajem. Zresztą zawód Cie tego nauczy praca z dziećmi jest bardzo wdzięczną robotą. Sama ją kocham i wizja wypłaty jakies maxymalne i w gornych lotach 2300 po studiach w ktore inwestujesz jakieś 18 tys. załamuje, ale ile przy tym radości i wzruszeń będzie. Nasza branża jest terrorystyczna, ale jednocześnie najlepsza z najlepszych. ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, jakbym czytała post o sobie.. :) U mnie było wręcz identycznie. Zaraz po liceum wybrałam się na pedagogikę, kompletnie nie zastanawiając, co będę robić w przyszłości i czy faktycznie pedagogika jest kierunkiem moich marzeń.

    W pewnym momencie doznałam objawienia i uznałam, że nigdy pracy dobrej po tych studiach nie znajdę, dlatego więc wielkimi, ochoczymi krokami powędrowałam na Uniwersytet Przyrodniczy, by rozpocząć karierę przyszłego inżyniera :D Z perspektywy czasu wydaje mi się to niezwykle zabawne, ponieważ ja nie miałam wtedy zielonego pojęcia o przedmiotach technicznych, nie wspominając już o matematyce i fizyce - ale - uparcie utrzymywałam, że dam radę, zostanę inżynierem, będę miała dobrą pracę. (tak, wtedy jeszcze tak myślałam :P)

    Nadszedł moment kolejnej zmiany, gdyż stwierdziłam, że jednak nie dam rady i to totalnie do mnie nie pasuje, że nienawidzę matmy i że stresuję się fizyką. Zrezygnowałam i gdzie wróciłam? NA PEDAGOGIKĘ :D. Po przejściach, skończyłam 3-letnie studia licencjackie, z wielkim zaangażowaniem.
    Magisterka. Od zawsze interesowałam się psychologią, więc wybrałam ten kierunek. A że fascynowały mnie wszelkie zaburzenia psychiczne, wybrałam psychologię kliniczną. Studiowałam sobie, studiowałam. W międzyczasie dostałam pracę na stanowisku wychowawcy świetlicy, gdzie pracuję do dziś (kocham tę pracę!:)))), ale dotarło do mnie, że po prostu nie stać mnie na czesne.
    Znalazłam uczelnię, gdzie mogę kontynuować studia na kierunku psychologia społeczno-wychowawcza i płacić odrobinkę mniej. I tak w ten oto sposób w sobotę mam pierwsze zajęcia na KOLEJNEJ uczelni :D

    Ale się rozpisałam ;)
    Naprawdę nie ma co przejmować się kolejną zmianą w etapie studiowania. Tak jak napisałaś - czasem człowiek musi dojrzeć do swoich życiowych wyborów i nieistotne jest, czy stanie się to w wieku 19, czy 26 lat. Najważniejsze jest to, by spełniać się, robić to, co się kocha, by czerpać radość z życia i wypełniać nią wszystkich dookoła :) Życzę Ci powodzenia na studiach, trzymam kciuki! :)

    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej piękna historia ! I jaka prawdziwa !! Czasem trzeba podjac ryzyko i zdecydować się na cos mimo ze nie mamy pewności, że to będzie trafione ! Jesteś za to świetnym przykładem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko można zmienić !

      Najważniejsze ze masz pracę, którą uwielbiasz ! Dodatkowo ponownie się realizujesz ! Również biorę psychologie pod uwagę na studiach magisterskich :) ale kusi mnie również pedagogika specjalna ! Zobaczymy co czas pokaże ❤️
      A Tobię życzę powodzenia !

      Usuń
  3. Nie ma co się przejmować tekstami w stylu "nie znajdziesz po tym pracy". Jeżeli lubisz to, co robisz - robisz to z sercem, czyli jesteś w tym dobra. Dla ludzi dobrych w swoim fachu zawsze znajdzie się praca. Dlatego ja też totalnie ignoruję ludzi, którzy mi mówą, że po socjologii nie ma pracy blablabla walcie się z waszym dobrze płatnym stanowiskiem i życiem w bezpiecznej strefie. Myślenie o zmianie kierunku w kategoriach porażki to dziwne myślenie niektórych osób. Każdy, kto o tym myślał wie, że więcej odwagi wymaga zdecydowanie się na zmiany niż duszenie się w tym samym sosie przez lata. Jesteś odważną dziewczyną, która robi to, co dla niej najlepsze. Keep going girl! :D (chciałam zobaczyć, co nowego w świecie mody, a tu takie fajne, życiowe wpisy :p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej jak miło ! Dziękuję Ci Haniu ! :)
      I popieram Twoje podejście ! Ludzie uważają, że tylko korporację dają dobre stanowiska, pieniądze, możliwość awansu, a nikt nie mówi ile stresu dziennie kosztuje to tych wszystkich ludzi, którzy poszli tam bez powołania, zwyczajnie za dobrymi pieniędzmi. Wole sobie tego oszczędzić. Wole zarabiać mniej, ale równocześnie mieć mniej stresu w życiu i chodzić zadowolona do pracy i szczęśliwa, że się spełniam ! :)
      Trzymam za Ciebie mocno kciuki ! :)

      Usuń
  4. Właśnie zaczynam PEDAGOGIKE na Uniwersytecie Wrocławskim, możesz coś więcej napisać? Też tam studiujesz? Jak wykładowcy ?

    Też pod wplywem impulsu poszłam na inny kierunek, nie chcialam chodzić, a jak jechałam juz na uczelnie to nie szłam na zajęcia...ale w miarę szybko mój chłopak i rodzice dali mi do zrozumienia, że NIC nie trace.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie studiuję na Uniwersytecie Wrocławskim więc nie znam wykładowców i nic nie mogę Ci powiedzieć w tym temacie. Jeśli chodzi o studia to naprawdę są bardzo ciekawe. Pierwszym rokiem byłam zachwycona i bałam się, że na drugim może być już mniej ciekawych przedmiotów a okazuję się, że drugi rok zapowiada się jeszcze ciekawiej :) Mamy wspaniałe zajęcia z psychologii, rozmawiamy o zachowaniach dzieci i o tym z czego mogą wynikać, będziemy mówić o buncie dzieci i jak temu zapobiegać, o stresie szkolnym, o problemach rodzinnych, które wpływają na dziecko. Naprawdę nie ma czasu na nudę ! Uważam, że podjęłaś świetną decyzję :) I to fakt, nic nie tracisz,a możesz tylko wiele zyskać ! Powodzenia :) Trzymam za Ciebie kciuki ! :)

      Usuń
  5. Skąd ja to znam. Sama ukończyłam profil humanistyczny w liceum, a teraz zamierzam iść w kierunku biologiczno chemicznym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja o zmianie studiów już nie myślę, bo zostałmi niecały rok do obrony pracy magisterskiej. Zresztą studiowało się i studiuje naprawdę fajnie. Nie wiem jednak, czy rzeczywiście chciałabym się przez całe życie zajmować tym, co wystudiowałam. Bardzo pasjonuje mnie sport i ostatnio inwestuję czas wolny w rozwijanie się na różnych kursach o tej tematyce. Może jednak będę trenerką? Zobaczymy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja za to mam rok w plecy, bo choć byłam na ukochanym kierunku, to nie zdałam egzaminu i musiałam wziąć urlop dziekański. Wcale nie uważam tego za porażkę, bo w ten rok wiele zrobiłam. Ciężko, naprawdę ciężko pracowałam, żeby zdać ten jeden egzamin. Opłacało się. Nauczyłam się jak się uczyć, w związku z tym na 3 roku było mi o wiele lżej. Nauczyłam się też walczyć, nawet jak było mi cholernie ciężko (bo z pracą licencjacką też miałam niezłe jazdy...). Teraz jestem na 1 roku mgr. Rok przerwy był super!I wiele osób mówi mi, że mnie podziwia. Właśnie za to, że walczę i że robię coś co mnie pasjonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ważne, aby znaleźć coś w czym jest się dobrym co sprawia nam radość. Przecież mało kto po studiach pracuje w swoim zawodzie. Lepiej zmienić zdanie już podczas nauki i studiować to co nas interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma się co zamartwiać, gdyż tak jak mówisz – nic nie dzieje się bez przyczyny. Warto, że w porę zmieniłaś kierunek studiów, gdyż nie ma sensu uczyć się czegoś czego jesteśmy pewni, że nie będziemy robić. Ja tam więc jestem zdania, że postąpiłaś bardzo dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń