Czego nauczyła mnie śmierć dziadka ?



Nie wszystko w życiu jest piękne i pozytywne. Nie zawsze uśmiech jest łatwy. 
Wręcz przeciwnie, są rzeczy cholernie trudne. Z każdej strony zasypują Cię poradniki, aby chwytać każdy dzień, aby się uśmiechać bo życie jest jedno, aby cieszyć się ze słońca, śpiewu ptaków. Tylko jak to zrobić kiedy wewnętrznie przeżywasz jakąś tragedie ? A co dopiero jak kogoś tracisz ?


Dopiero wtedy osuwa Ci się grunt pod nogami. Dosłownie. Nagle świat staje w miejscu. Tylko ludzie jakoś wszyscy dookoła biegną, żyją, śmieją się, rozmawiają, piją kawę, a Ty zastanawiasz się jak zrobić krok żeby się nie przewrócić. Wtedy nie pomaga słońce, pizza na pocieszenie czy tabliczka czekolady. Dokładnie tak poczułam się 4 czerwca rok temu. A właściwie miesiąc wcześniej kiedy mój dziadek trafił na OIOM i lekarze nie dawali żadnych nadziei. Nie wiem czy gorsza jest nagła śmierć czy czekanie na tą śmierć. Chyba każda śmierć jest tak samo brutalna. 
I wtedy faktycznie pomyślałam sobie, że już się z tego nie podniosę. 
Że nie przeboleję tego patrzenia na cierpienie osoby, którą kocham. 
Że nie dam rady funkcjonować w domu, jeść kolacji, pić herbaty, oglądać serialu kiedy jedna z najbliższych mi osób leży w szpitalu podpięta do miliona maszyn zupełnie nieświadoma, albo świadoma wszystkiego. Ale przecież siedzieć bezczynnie też nie dam rady. Chciałam zasnąć i obudzić się dopiero kiedy ten koszmar się skończy. Ale tak się nie dało. 
Nie dało się funkcjonować w domu kiedy kogoś brakowało, kogoś kto non stop był.

Za pisanie tego postu zabierałam się bardzo długo. Nie miałam odwagi usiąść i przelać wszystkich emocji do tego postu. Bo nie da się opisać tego co czuję. Ale chciałam pokazać, że każda rzecz w życiu czegoś nas uczy. Nawet ta najgorsza jaką jest śmierć.
I choć ten post kosztuje mnie wiele łez i powrotu do wspomnień, które wolałabym wymazać to chcę Wam pokazać, że ze wszystkiego co staje na naszej drodze wyciągamy jakąś lekcje. 


CZEGO NAUCZYŁA MNIE ŚMIERĆ DZIADKA

#1. Że nigdy nie wiesz ile zostało Ci czasu.
Kiedyś myślałam, że jestem młoda i na wszystko mam czas. Że mam czas na odkładanie rozmowy, na wyjaśnienia, na kłótnie, obrażanie się, na milczenie, na odkładanie wszystkiego na później. Dziś wiem, że tak nie jest. Że nie wiem co będzie jutro. Ty też tego nie wiesz. I choć nie warto myśleć takimi kategoriami i być tak pesymistycznym to warto mieć to z tyłu głowy, że tak naprawdę nigdy nie wiesz. Ja będąc u dziadka w szpitalu pewnego wieczoru, wychodząc i żegnając się z nim nie wiedziałam, że robię to po raz ostatni. Że kiedy przyjdę rano, on już będzie nieprzytomny i że już nigdy więcej nie powie do mnie żadnego słowa. Gdybym wiedziała to bym nigdy stamtąd nie wyszła. Gdybym to wiedziała to na pewno powiedziałabym mu jak bardzo go kocham i jak wiele dla mnie zrobił i że był moim tatą, którego nigdy nie miałam. Ale tego nie zrobiłam i wyszłam z przekonaniem, że jutro też jest dzień i wrócę. Gdyby wiedziała to moja mama to na pewno nie odłożyłaby wieczornej wizyty na rano tylko jechała najszybciej jak się da.
Od tej pory wiem, że żadne jutro nie jest pewne. Ba ! Nawet żadne dzisiaj, bo budzisz się a nie wiesz co wydarzy się wieczorem. 
Każdy z nas wie, że kiedyś kogoś straci. Przecież taka jak nieuchronna kolej rzeczy. Ja mieszkając z dziadkami liczyłam się z tym, że może to nadejść szybciej, ale nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Tak jak pewnie Ty, nie myślisz o tym,że za miesiąc możesz stracić mamę, tatę, dziadków, przyjaciół. Nikt o tym nie myśli, ale kiedyś każdy doświadczy tej straty. I nigdy nie będzie to odpowiedni moment. Nigdy się na to nie przygotujesz. Dlatego zrób wszystko aby wykorzystać każdy dzień najlepiej jak umiesz. Wiele rzeczy w życiu można odłożyć, ale nie odkładaj ludzi na potem. Staraj się mówić, że kochasz, zawsze mów co leży Ci na sercu, nie rozstawaj się źle bo nigdy nie wiesz czy nie jest to wasze ostatnie spotkanie, rozmowa, przytulenie. 

#2. Zmieniła się perspektywa.
Teraz wiem, że są dużo straszniejsze rzeczy w życiu niż nieudany tatuaż, zła koloryzacja włosów czy jedynka z niemieckiego. Kiedyś przejmowałam się tym, że wyskoczył mi pryszcz na czole, że jestem za chuda a nie mogę przytyć, że chciałabym nowszy telefon, że nie mam się w co ubrać, że ktoś powiedział o mnie coś złego. I choć są to problemy każdego z nas to ja dziś patrzę na to inaczej i nie przejmuję się tym. Nieudany tatuaż można kiedyś usunąć, włosy kiedyś odrosną a koloryzację można zmienić, jedynkę z niemieckiego można poprawić a pryszcz w końcu kiedyś zniknie. Przytyć nie muszę, bo w końcu ideały nie istnieją a każdy jest wyjątkowy na swój sposób właśnie przez swoją niedoskonałość. A idealna stylizacja ? Coraz częściej spotykam na swojej drodze ludzi chodzących w dresie albo noszących koszulę w kratę do kwiecistej spódniczki i wiecie co ? To są naprawdę świetni ludzie, pełni szczęścia. Dla których nie liczy się dobra stylizacja, zdjęcie na instagramie. Oni doceniają w życiu coś więcej niż typowy OOTD. A to, że ktoś powiedział o Tobie coś złego ? Życie. A czy Ty zawsze byłeś w porządku ? Zawsze o wszystkich wypowiadałeś się dobrze. Spójrz wstecz i zastanów się jaki jesteś. Przed sobą nie musisz udawać. 
Uwierz, że są dużo większe problemy niż te wyżej. Pewnie każdy z Was widział chociaż raz apel rodzica, który błaga o przelanie chociaż złotówki na swoje chore dziecko, które potrzebuje miliona na operacje. To jest właśnie problem. Kiedy potrzebujesz tyle pieniędzy ale ich nie wyczarujesz. Kiedy chciałabyś z kimś porozmawiać, ale go już nie ma, a kwatera na cmentarzu nie wystarcza do prowadzenia dialogu. 


#3. Nie warto martwić się na zapas.
Kiedyś robiłam to non stop i codziennie. Planowałam całą przyszłość napotykając w myślach na milion przeszkód, którymi już się martwiłam. Na początku 2017 roku również miałam mnóstwo swoich "zmartwień", które przestały mieć jakiekolwiek znaczenie kiedy zachorował dziadek. Często martwiłam się jak napiszę licencjat z hiszpańskiego, czy znajdę pracę w zawodzie a potem nagle odważyłam się zmienić kierunek. Dziś się nie martwię i nie planuję, bo ja swoje, a życie swoje. Szkoda czasu i zdrowia.

#4. Czas naprawdę przyzwyczaja do bólu.
Każdy z nas słyszał o jakiejś tragedii i pewnie myślał sobie o kimś jaki jest silny. Dziwił się jak daje radę. Ale prawda jest taka, że nie ma wyjścia. Kiedy zadzwonił telefon ze szpitala i dowiedziałam się, że dziadek nie żyje to moja pierwsza myśl była taka, że w końcu nie cierpi. Kiedy oswoiłam się z tą myślą uznałam, że teraz cierpimy my. Myślałam, że nie dam rady przebywać w jego pokoju, patrzeć na łóżko w którym spał, że nie zostawi już na stole po sobie kubka z herbatą. I cała reszta wspomnień zasypała mnie niczym lawina. Nagle nie wiedziałam w którą stronę iść i co zrobić. Nie wiedziałam jak zacząć żyć. Jak wejść do domu w którym go nie ma. Jak w ogóle przestać czekać. A najgorsza była dla mnie cisza. Dziadek kiedy był w pracy dzwonił do mnie nawet 5 razy dziennie, żeby tylko zapytać "co tam?". I wiecie wtedy się wkurzałam, że po co tak często, ze co się mogło zmienić, a w momencie kiedy go zabrakło mój telefon tak cholernie milczał, ze myślałam, ze wyrzucę go przez okno, spoglądałam na niego co trochę z głupią nadzieją, że może jednak. Każdego dnia miałam myśli, że nie dam rady przetrwać tego dnia. Ale wstawałam, robiłam dobrą minę do złej gry, starałam się uśmiechać, wymyślałam sobie milion obowiązków byle tylko nie myśleć ale przychodził wieczór i atak cholernego smutku, którego nie jesteś w stanie wytrzymać. Nie mogłam mu powiedzieć, że zaliczyłam nowy kierunek, który zmieniłam i w którym tak mi kibicował. Nie mogłam powiedzieć, że jestem zadowolona. Nie mogłam się pochwalić, że się zaręczyłam. I to wszystko tak bolało, że choć myślałam, że oszaleję to jak widzicie nie oszalałam. Dalej jestem. Bo choć czasami myślisz, że świat się skończył, że już nic dobrego w życiu Cię nie czeka to to nieprawda. Jesteś silna/y bardziej niż możesz sobie to wyobrazić. Człowiek jest w stanie przetrwać naprawdę największe tragedie. I choć jest moment w którym myślisz, że już nie dasz rady to wiedz, że nadejdzie nowy dzień z którym się zmierzysz. I tak kolejny i kolejny aż czas zrobi swoje. I choć już nigdy nie przestaniesz się smucić, na zawsze będziesz mieć dziurę w sercu, zawsze będziesz tęsknić to nauczysz się również żyć od nowa. Jakkolwiek trudno by było i jak niewyobrażalnie to brzmi. Ludzie podnoszą się z największych tragedii. 

#5. W życiu najważniejsze jest zdrowie i ludzie
Bez zdrowia nie ma nic. Bez niego wszystko się sypie. Nie da się go kupić. W tym roku również mocno się o tym przekonałam kiedy choruję. Mam nadzieję, że w końcu limit chorób się wyczerpał, bo nie ma nic cenniejszego niż po prostu bycie zdrowym. 
Kiedy masz zdrowie to brakuje Ci już tylko odpowiednich ludzi. Bo nawet jeśli człowiek myśli, że jest samowystarczalny, że nie potrzebuje przyjaciół to tak nie jest. Każdy potrzebuje kogoś kto poda mu rękę, do kogo będzie mógł zadzwonić kiedy jest mu źle. Podnosimy się z upadku właśnie dzięki ludziom, których mamy obok siebie. Czas nie staje w miejscu jeśli Tobie przydarzyło się coś złego. Nie możesz się nagle wyłączyć. I to właśnie rodzina i przyjaciele pomagają złapać Ci równowagę. Przynoszą pizzę, która wcale w tym momencie nie pomaga i po prostu są. Płaczą z Tobą i trzymają za rękę. Świętują z Tobą sukcesy, urodziny, chodzą na kawę i trwają z Tobą w tragedii bo poniekąd ona dotyczy również ich.
Teraz wiem, że prawdziwi przyjaciele są cenniejsi niż złoto. I warto pielęgnować każdą relacje i mieć świadomość, że nie jesteśmy na świecie sami.

#6. Nauczyłam się cieszyć z niczego.
Teraz faktycznie nie czekam na żadne fajerwerki jak kiedyś. Doceniam wypitą kawę rano, słońce, spacer z narzeczonym, pójście na lody. Nie narzekam, że muszę się uczyć na kolokwium, bo jest tysiące ludzi, którzy chcieliby studiować a sytuacja finansowa im na to nie pozwala. Staram się w miarę możliwości wszystko obracać w pozytyw. I Tobie też tak radzę.


 
Żałuję, że przed chorobą dziadka nie spisałam swojej definicji szczęścia, bo dziś ona byłaby całkiem inna. To niesamowite jak wiele rzeczy przewartościowałam. Co nie znaczy, że w ogóle nie płaczę. Nie znaczy, że nie mam gorszego poranka. Bo czasami tęsknota bierze górę i wracam do punktu wyjścia. Nagle ktoś coś powie co skojarzy mi się z dziadkiem, poczuje jakiś zapach, który przywoła wspomnienia. Nie uporałam się z tą stratą i prawdopodobnie nigdy się nie uporam. Do tej pory ciężko mi w to uwierzyć. Jakoś ciągle naiwnie myślę, że przecież to niemożliwe, że nagle ktoś znika z naszego życia bez pożegnania. Przecież tak nie można. Przecież to niemożliwe, że ktoś był i nagle go nie ma. I od nowa się poddaję. Kilka razy w miesiącu. Ale wtedy zjawiają się właśnie ludzie, którzy na to nie pozwalają. Którzy łapią za rękę i mówią "damy radę". Którzy trzymają swoimi ramionami albo słowami kiedy gubię swoje myśli. I wtedy pomimo tego bólu i tej tragedii doceniam to, że są jeszcze oni.

Pamiętaj, jeśli budzisz się rano zdrowa/y, wokół ludzi których kochasz, jeśli masz do kogo zadzwonić kiedy jest Ci źle, jeśli nie jesteś pełna żalu do innych i nie brakuje Ci pieniędzy na jedzenie to wiedz, że jesteś naprawdę szczęśliwym człowiekiem ! Tylko musisz w to uwierzyć. 









Julka Gąsior

3 komentarze:

  1. Po śmierci bliskiej mi osoby również naszły mnie podobne refleksje jak Ciebie. Człowiek codziennie zamartwia się pierdołami, które w momencie prawdziwego dramatu przestają istnieć! Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne słowa !!! Nie zastąpiłabym ich żadnymi innymi słowami. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis, jestes piekną, dojrzała bardzo interesującą młoda kobietą. Z Kimś takim jak Ty warto iść przez życie. Do końca.

    OdpowiedzUsuń